Zaś co do samej sondy to jej wynik potwierdza moim zdaniem tezy jakie od czasu do czasu pojawiają się tu i ówdzie. Decyzja o prawyborach okazała się błędna. Niepotrzebnie rozbija wewnętrznie elektorat antypisowski skupiony wokół PO, co stwarza niestety niedobre wrażenie już widoczne w najnowszych sondażach. Zwlekanie z oficjalnym wyborem kandydata dodatkowo to niedobre wrażenie potęguje. Można jedynie mieć nadzieję, że PiS (ostatni kongres daje ku temu pozytywne przesłanki) nie będzie w stanie wykorzystać tego błędu PO i premiera Tuska. Ale o tym przyjdzie nam się przekonać w ciągu kilku najbliższych miesięcy.
Wynki sondy. Na pytanie: „czy prawybory prezydenckie w PO to”, odpowiedzieliście następująco:
-ściema wymyślona przez speców od PR, tak naprawdę już dawno podjęto decyzję- 18 głosów (42%)
-autentyczny, dobry pomysł, niech kandydata wybiorą działacze PO- 20 głosów (48%)
-nie mam zdania, nie obchodzi mnie to, trudno powiedzieć- 5 głosów (12%)
Mimo wszystko, uważam że te wyniki świadczą bardzo dobrze o stanie polskiej politycznej blogosfery:)
Z dużym niesmakiem postanowiłem napisać ten tekst. Muszę bowiem poruszyć jednak dwie sprawy, które nie pachną najładniej.
Partia rządząca ewidentnie się zaspinowała. Moim zdaniem wyraźnie widać iż tzw. prawybory to farsa. Śledząc bowiem uważnie przekaz medialny, nietrudno dostrzec że działacze Platformy zrobią wszystko by podnieść słupki sondażowe Bronisławowi Komorowskiemu i zniechęcić elektorat do osoby Radosława Sikorskiego. Fakt, że Sikorski jest popularniejszy od Komorowskiego wyraźnie nie daje spać partyjnej wierchuszce i spin-doktorom. Zarówno działania Janusza Palikota jak i komentarze innych polityków i publicystów świadczą moim zdaniem dość wyraźnie o tym, że wyboru już dokonano, a prawybory to tylko medialne przedstawienie dla nas maluczkich. Były wydawca katolickiej pseudogazety „Ozon” nazywając Radosława Sikorskiego kandydatem PO-PiSu, zapomina bowiem że tak można by nazwać właściwie wszystkich czołowych działaczy Platformy (poza być może takimi wyjątkami jak Danuta Huebner) gdyż jeszcze w czasach AWS właściwie wszyscy zawsze pozostawali w bliskich stosunkach z ówczesnymi kolegami partyjnymi, a późniejszymi „przyjaciółmi” z PiS. Śmiało można powiedzieć, że cała PO to taki trochę mniej dziki i ordynarny PiS. Kto jest bez grzechu niech więc kamień rzuci (jako i Ty uczyń Palikocie, były wydawco „Ozonu” i pracodawco Terlikowskiego). Cała sprawa śmierdzi na kilometr zagraniem spin-doktorów i czołówki partyjnej PO, który za wszelką cenę chcą nam sprzedać przeterminowany i właśnie podrasowywany na liberała, stary model polskiego polityka z lat 90 czyli Bronisława Komorowskiego. Gołym okiem widać też, że sam pomysł z prawyborami był chybiony, a jego negatywne z punktu widzenia partii rządzącej skutki, chyba jednak niemiło zaskoczyły autorów tej dziwacznej idei. Zadowoleni z takiego obrotu sprawy mogą być chyba jedynie pisowcy i sympatyzujący z nimi publicyści, u których można wyczytać radość między wierszami ich tekstów. Niestety wszystko wskazuje na to, że decyzje już zapadły i po raz kolejny...będziemy musieli wybierać między Kaczyńskim, a prawie Kaczyńskim.
Inna śmierdząca sprawa, która w ostatnim czasie przykuwała uwagę mediów to oczywiście biografia Ryszarda Kapuścińskiego, autorstwa niejakiego D. Tu smród jest chyba jeszcze większy, bo do spinowania naszych polityków zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Tymczasem tu spin jest już wręcz ordynarny. Oto, żyjemy w kraju gdzie większość obywateli nie bierze do ręki żadnej książki, a ci co już biorą to z reguły wybierają coś co pomoże zapomnieć, a nie przypomnieć. Tymczasem przędące średnio (jak w sumie większość polskich wydawnictw) acz „wielce zasłużone” wydawnictwo „Z” nie może przecież tak mało zarabiać, bo jeszcze zbankrutuje, a tylu „zacnych” nie może przecież poznać na własnej skórze uroków skrajnie neoliberalnej gospodarki. Zarabia więc na nieboszczykach. Dawniej gdy oskarżano się na przykład o kontakty z bezpieką to głównie jednak oskarżali jedni żywi drugich żywych. Dziś pokolenie kombatantów z „Solidarności” „rozwinęło się” już do tego stopnia że zajmuje się tym, który nieboszczyk którego truposza zakapował do umarlaka z SB. Strach pomyśleć co będzie dalej. Gratulacje drodzy „moralni” do bólu wujciowie i dziadziowie etosowcy. Dwa dni temu do śmietnika pod moim blokiem przyjechała karetka...zasłabł bowiem jeden z koczujących tam bezdomnych „mieszkańców” przez polskie pseudo media przewijała się wówczas w najlepsze, niezwykle „istotna” z punktu widzenia obywatela „debata” o życiu Kapuścińskiego. Po co? Ano, jak nie wiadomo o co chodzi to wiadomo...zarabiają praktycznie wszyscy...autor D., wydawnictwo Z. oprócz tego jeszcze „Wyborcza”, „Rzepa” , Tomasz Lis, ”ITI”, „Polska The coś tam” itd...itd. i aż strach pomyśleć kto jeszcze. Wbrew temu co piszą publicyści, uważam takie grzebanie się w grobach w dodatku robione dla pieniędzy za coś tak paskudnego, że rzygać się chce. Człowiek żywy ma jednak ułatwione zadanie, bo bronić może się sam. Ryszard Kapuściński bronić się już od trzech lat nie może, co nie przeszkadza wszystkim możliwym ludziom zarabiać i uprawiać propagandę na jego zwłokach. Nie wezmę do ręki tego tak reklamowanego przez wszystkie możliwe media dzieła autorstwa niejakiego D. gdyż w takim szambie zwyczajowo nie nurkuję tak samo jak nie kupuje kwiatów kradzionych z nagrobków na 1 listopada. Cała sytuacja świadczy, moim zdaniem, tylko o tym jak zdezawuowały się wartości niegdyś lansowane przez ludzi (jeśli to jeszcze ludzie, przypominają bardziej sępy) tzw. „Solidarności” do których to rzekomych wartości tak ochoczo przyznają się praktycznie wszyscy uczestnicy debaty na temat wiadomej książki. Ciszej nad tą trumną, aż prosi się napisać, ale i tak nikt nie posłucha. Ohyda. Polskie media mimo całego „dobrodziejstwa” tego inwentarza, dawno już moim zdaniem nie zeszły na takie psy jak w czasie tej debaty. Najsmutniejszy jest chyba w tej sprawie wniosek do jakiego łatwo dojść obserwując to wydarzenie medialne. A mianowicie wyraźnie jak nigdy dotąd widać, że o Polsce z prawdziwego zdarzenia będziemy mogli mysleć i mówić dopiero wtedy, gdy wśród żywych nie będzie już ani jednego członka PZPR i "Solidarności", niestety nie wcześniej. Szczerze współczuję i popieram wszystkie działania wdowy. Tylko tyle i aż tyle.
W związku z tym moi drodzy, żeby nie było tak beznadziejnie pesymistycznie postanowiłem dodać do tego komentarza kolejny zestaw moich „nieodczepialnych” songów. Mam nadzieję, że choć to będzie pocieszające i pozwoli się Wam skupić na czymś innym niż same złe wiadomości.
Pisałem już tutaj o wielu mediach i całych zastępach ludzi je tworzących. Stali czytelnicy tego bloga jednak z pewnością zauważyli, że jest jedno medium któremu nigdy nie poświęciłem całej notki, a i tytuł tego medium pojawia się tu sporadycznie i niejako tylko pośrednio wtedy gdy powołują się na nie jakieś inne, głównie prawicowe tytuły. Tym medium jest oczywiście „Gazeta Wyborcza”.
Nie, nie, możecie być spokojni to nie jest wpis o Żydach, masonach, cyklistach, lemingach, salonie i diabli wiedzą co tam jeszcze pisowscy blogerzy i trolle wyrzeźbili. Zwyczajnie to medium z tymi typowymi dla elektoratu PiS-u epitetami wcale mi się akurat nie kojarzy. Nic to ….i tu klops bowiem nie kojarzy mi się także z osobą naczelnego tego tytułu Adamem Michnikiem, nie przezywam jej (w odróżnieniu od naprawdę szerokich i nie tylko pisowskich środowisk) gazetą „Koszerną”, „Wybiórczą” itd. itp. Z drugiej jednak strony tytuł ten nie przywodzi mi też na myśl żadnego etosu, wolności, wartości, którymi jakże często ze swoich łam górnolotnie epatuje...słowem niczego, kompletnie niczego mi na myśl nie przywodzi.
Byłem kiedyś nawet w miarę regularnym czytelnikiem "GW" i z tamtych czasów zapamiętałem kilka zdań, które zawsze do mnie wracają gdy ktokolwiek i cokolwiek wspomina o tym medium. W dużym przybliżeniu zdanie takie brzmi mniej więcej tak: „Duża międzynarodowa korporacja zatrudni na stanowisku Assistant Shit Cleaner, osobę zdolną , ambitną i dynamiczną, której zależy na rozwoju swojej kariery zawodowej, chcącą związać swoją przyszłość z naszą firmą. Zapewniamy dogodne warunki pracy i wynagrodzenie. Oczekujemy: wykształcenia wyższego (preferujemy kierunki związane z melioracją, najchętniej po studiach lub stażach zagranicznych), wiek do 25 lat, doświadczenie zawodowe minimum 10 lat w branży, minimum 3 języki obce biegle w mowie i piśmie C.V oraz list motywacyjny w językach szwajcarskim, belgijskim i urugwajskim prosimy przesyłać na mail...” Dziś tego dodatku już nie czytam, ale psiamać tak już mi jakoś zostało że omijam całą "Wyborczą" łukiem szerokim. Natomiast wobec ludzi związanych w dowolny sposób z "GW" podchodzę ze sceptycyzmem i ostrożną nieufnością Nie przekonuje mnie publicystyka Pacewicza, Stasińskiego, ani córki Andrzeja Wielowieyskiego, z 20 lat pracy której zapamiętałem tylko jedno zdanie : „Ależ Bronku jak tak można” (myślę, że nawet bloger Turkuć Podjadek mógłby więcej powiedzieć). Właściwie gdyby „Wyborcza” nie istniała to nie zauważyłbym tego nawet. A już na pewno nie poszedłbym na Czerską opłakiwać ją wraz z tłumem czytelników-wyznawców (polskie media różnią się tym od prawdziwych, że nie chcą mieć odbiorców tylko wyznawców).
Owszem pojawił się internet, potem strona gazety itd....i wchodzę tam nawet czasem coś czytam, ale bez entuzjazmu i wielkiego zainteresowania, coś w rodzaju blogerskiego obowiązku, nic więcej. Informacje czerpię najczęściej z innych źródeł, publicystyka prawicowa (czyli praktycznie wszystkie tytuły, oprócz „Polityki” i „GW”) jest z punktu widzenia osoby prowadzącej takiego bloga ważniejsza (niestety). Z kolei w sumie konkurencyjny tytuł, wyklęty przez prawicę za peerelowski rodowód (o ile coś takiego oczywiście może w ogóle istnieć i mieć dziś jakiekolwiek znaczenie) jest od „Wyborczej” propozycją po prostu o wiele lepszą. Wydanie papierowe ma chyba najbardziej atrakcyjną szatę graficzną spośród wszystkich tygodników opinii, artykuły są pisane świetną i co najważniejsze nie nudną polszczyzną, a linia ideologiczna jest rzeczywiście (a nie na niby) lewicowo-liberalna. Nie jest przypadkiem, że wbity w pierś pisowskich publicystów sztylet, czyli słynny artykuł „Tusku musisz!” to dzieło właśnie „Polityki”, konia z rzędem temu kto pamięta dziś co pisała wówczas „Wyborcza”. Cóż jeszcze dodać, wbrew pozorom „Polityka” sprawia wrażenie medium o wiele nowocześniejszego, wystarczy porównać blogi dziennikarzy obu gazet, aby szybko dojść do takiego wniosku. Wtedy też od razu widać które medium warto czytać, a które niekoniecznie. Właściwie gdyby „Wyborcza” nie istniała...to strata nie była by zbyt wielka.
Podróżując trochę po Europie miałem możliwość zetknąć się z prasą niepolską, nigdzie jednak nie natrafiłem na tytuł, który komunikowałby się ze swoimi czytelnikami tak dziwacznie sztywniackim, bełkotliwym i nudnym do bólu żargonem jak to zwykła czynić „Gazeta Wyborcza”. To bełkotliwe narzecze jest dla mnie synonimem tego tytułu. „GW” to idealny prezent dla podróżnych mających kłopoty ze złym samopoczuciem w czasie podróży. Przeciętny, „uraczony” „Wyborczą” pasażer wcale nietaniego pociągu zasypia bowiem najczęściej w niecały kwadrans. To język jakiegoś nieopisanego snobizmu politycznego, kompletnego braku kontaktu z rzeczywistością (owszem tak jak w „Muppetach” zawsze można spuścić z łańcucha Zwierzaka, ale kto by chciał się nurzać w bagnie z jakimś Orlińskim). Wreszcie to język porażki intelektualnej i rejterady z pola bitwy o Polskę przeciw hordom Rydzyków i Kaczyńskich. Właściwie więc...gdyby „Wyborcza” powiedzmy przez ostatnie 10 lat nie istniała...to czy coś by to zmieniało? Cóż, sami sobie odpowiedzcie.
Dzień reelekcji obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego zbliża się nieuchronnie i to szybkimi krokami. Tylko taki wniosek można wyciągnąć na podstawie obserwacji ostatnich wydarzeń na „naszej” scenie politycznej.
Jakie inne wnioski można bowiem wyciągnąć, gdy widzi się jak poparcia kandydaturze Bronisława Komorowskiego udzielają po kolei Lech Wałęsa, Janusz Palikot czy Julia Pitera. Wszystko najprawdopodobniej jest już rozstrzygnięte i to od dłuższego czasu. Nieprzypadkowo też do medialnego popierania kandydatury Radosława Sikorskiego wyznaczono najbardziej konserwatywnego i z tego powodu mało popularnego wśród młodszego elektoratu posła, Jarosława Gowina. Chodzi bowiem oczywiście o to, aby obniżyć notowania Sikorskiego (coś w rodzaju delikatnego pocałunku śmierci), a zwiększyć poparcie dla Komorowskiego. Wiara w spin-doktorat wśród działaczy Platformy zdaje się, że totalnie już zniszczyła wszelkie przejawy zdrowego rozsądku. Taką koncepcję moim zdaniem potwierdzają tylko opinie sympatyzujących z PiS-em publicystów, Piotra Zaremby i Michała Karnowskiego, które odnaleźć można na stronie dziennika „Polska The Times”. Wynika z nich jasno, że obaj panowie zapałali nagle płomiennym afektem do instytucji prawyborów partyjnych. Nie ma się co dziwić, wszak ewentualny wybór Bronisława Komorowskiego na kandydata PO w wyborach prezydenckich to wymarzony prezent dla Prawa i Sprawiedliwości i obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego.
Jestem przekonany, że Bronisław Komorowski w starciu z Lechem Kaczyńskim ma wbrew pozorom niewielkie szanse na zwycięstwo. Po pierwsze, zbyt mało się od swojego kontrkandydata różni. Na twarzy ma wypisany martyrologiczny szlak bojowy typowego aparatczyka polskich partii prawicowych ostatniego dwudziestolecia. Można tam dostrzec trupa etosu „Solidarności” poległego gdzieś na partyjnych konwentyklach kończonych mszami ku chwale czegoś tam, bezczelność uśmiechu korporacyjnych pracodawców z czasów hiperbezrobocia, żarliwość uległego i bezkrytycznego wyznawcy polskiej antyaborcyjnej wizji stosunków Państwo-Kościół. Bronisław Komorowski jawi mi się trochę jako sympatyczniejsza wersja jakiegoś posła PiS i na pewno sprawny marszałek Sejmu, ale nic ponadto. Z pewnością ma on swoje zalety, jest ugodowy (to dziś cieszy jedynie przegrywający „wielką wojnę” PiS). Jeśli jednak spin-doktorzy PiS i Lech Kaczyński nie popełnią w kampanii jakichś koszmarnych błędów i zmobilizują własny konserwatywny do bólu elektorat to w starciu z Bronisławem Komorowskim, moim zdaniem, nie stoją wcale na straconej pozycji. Bronisław Komorowski to nie jest osobowość polityczna, którs byłaby w stanie zmobilizować zdecydowanie antypisowską młodzież wielkomiejską do udziału w wyborach w takim stopniu jak to miało miejsce w roku 2007, a to warunek sine qua non dla uniemożliwienia reelekcji Lecha Kaczyńskiego. Nie pomoże również poparcie lubianego w sumie raczej przez średniolataków zaznajomionych z meandrami ruchu solidarnościowego, Lecha Wałęsy. Bronisław Komorowski to polityk cichej i łagodnej konserwatywnej kontynuacji wszystkiego tego co działo się w polskiej polityce przez ostatnie 20 lat, a czego przykrym finałem były rządy pisowskie w latach 2005-07 i wybór Lecha Kaczyńskiego na prezydenta oraz obecne zakleszczenie polskiej sceny politycznej.
To polityk, który będzie na pewno rozmawiał z „przyjaciółmi” z PiS-u na oczach kamer, a to jak pamiętamy nigdy nie kończy się dobrze. Z punktu widzenia znacznej części elektoratu, który głosował na PO w roku 2007 Bronisław Komorowski to nie jest kandydat przełomu. Ma on na pewno zalety: nie przekręca nazwisk (Artur Borubar już więc nie bronił by naszej bramki), nie szepce o małpach w czerwonym na konferencjach prasowych i nie nazywa się Kaczyński. Ale czy to wystarczy do zwycięstwa? Śmiem wątpić.
Gdybym chciał rozłożyć jakąś stację radiową to zatrudnił bym w niej Michała Karnowskiego. Innego zdania jest jednak Bronisław Wildstein, który w tekście „Nagonka medialnej sfory” broni swojego kolegi po fachu przed protestującymi dziennikarzami radiowego Programu III.
Wildstein zaczyna tradycyjnie od górnolotnych frazesów, którymi lubi bombardować swoich czytelników, tradycyjnie już przy tym miesza kłamstwo z prawdą, pisze bowiem : „Sprowadzenie dziennikarza do roli partyjnego propagandzisty odbiera mu jego fundamentalną, zawodową kwalifikację. Publicysta musi mieć poglądy na temat zjawisk, którymi się zajmuje — ich brak dopiero powinien budzić niepokój (…) Musi prezentować krytyczny dystans do politycznych instytucji. Partyjna afiliacja taki wyklucza.” Pierwsze zdanie sam Wildstein powinien powiesić sobie nad łóżkiem i czytać na głos przed zaśnięciem, szkoda że nie czytał tego w momencie gdy z nominacji PiS zostawał prezesem TVP, którą następnie rozłożył tak bardzo, że dziś nie ma już co z niej zbierać i w praktyce możemy już zapomnieć o czymś takim jak telewizja publiczna. Co do reszty...cóż, trudno mi sobie wyobrazić dziennikarza o afiliacji politycznej silniejszej od tej którą ma Michał Karnowski. Przyznam się szczerze, nie jest to publicysta z mojej bajki. W odróżnieniu od blogera Azraela, uważam bowiem że Karnowski nic szczególnie ciekawego ani wartościowego do powiedzenia nigdy nie miał i nie ma. To moim zdaniem klasyczny przykład kariery dziennikarskiej zrobionej li tylko na serwilizmie politycznym, najpierw wobec AWS, a następnie PiS. Jest chyba najlepszym uosobieniem tego czego żaden dziennikarz i publicysta robić nie powinien, czyli trzymając się słów Wildsteina, braku krytycznego dystansu do politycznych instytucji. Postać Karnowskiego jest też moim zdaniem idealnym odzwierciedleniem wszystkich problemów polskiego dziennikarstwa. Karnowski bowiem jest (nie bójmy się tego stwierdzić) dziennikarzem niepopularnym wśród widzów i czytelników. To człowiek do bólu przewidywalny w swoich ocenach, którego sympatii politycznych nawet nie trzeba zgadywać. Dowolny widz w Polsce po dwóch zdaniach Karnowskiego już wie co ten ma do powiedzenia (zawsze to co jest w danej sytuacji najkorzystniejsze dla PiS). Co gorsza, Karnowskiemu brakuje sznytu Ziemkiewicza, kontrowersyjności Wildsteina, ostrości Warzechy. Nad nim nawet nie można się zlitować tak jak choćby nad trącącą niekiedy myszką lecz posiadającą pewien konserwatywny urok publicystyką Piotra Zaremby. W jego przypadku nie ma ani z kim zejść do rynsztoka, ani z kim wspinać się na Olimp. Można odnieść wrażenie, że Michał Karnowski to dziennikarz nijaki, dla którego jedyną szansą na karierę medialną jest właśnie afiliacja polityczna. Trzymając się stylistyki zaproponowanej przez Wildsteina, można pokusić się o wniosek, że definicja publicysty z powyższego cytatu o wiele bardziej pasuje do większości polskich blogerów politycznych niż do Karnowskiego.
Dalej w swoim tekście Bronisław Wildstein wypływa na najlepiej znany mu akwen czyli walkę z salonem i pisze : „Przypadek Karnowskiego jest jednak egzemplifikacją szerszego problemu, który stanowi o patologii mediów i całego życia politycznego naszego kraju. Normalnie funkcjonujące media powinny wykorzystywać argumenty opozycji, aby przygwoździć władzę i domagać się wyjaśnienia podnoszonych przez jej politycznych konkurentów wątpliwości.” Dla normalnie funkcjonujących mediów przygwożdżenie kogokolwiek nie stanowi istoty ich istnienia. Takie zdanie świadczy jedynie o tym, że owszem mamy do czynienia z patologią, ale w redakcji „Rzeczpospolitej” i kilku zaprzyjaźnionych i spokrewnionych redakcjach i nigdzie indziej. Odnajdujemy tu też szloch pisowskich mediów, który można streścić jednym zdaniem: „to PiS jest w opozycji, więc czemu nie walicie w Platformę”. Odpowiedź dla Wildsteina jest prosta jak refren ze starej dobranocki i brzmi „ bo wszyscy PiS już znają i „kochają””. Ponadto według Wildsteina: „Nikt tak jak oni (dziennikarze) nie potrafi wychwycić błędów przeciwników, rozbieżności ich deklaracji i działań, niekonsekwencji” . Najwyraźniej były prezes TVP z nominacji PiS zapomina o tym jak on i jego koledzy bronili władzy w latach 2005-07.Drwiąc wówczas bezczelnie z niepokoju milionów obywateli i ówczesnej opozycji, o stan polskiej demokracji i jej zagrożenie ze strony autorytarnych zapędów koalicji PiS, LPR, Samoobrona kierowanej przez Jarosława Kaczyńskiego. Nic to Wildstein atakuje dalej, tym razem PO i pisze: „PO przy współpracy dominujących mediów udało się zdelegitymizować opozycję, a co więcej, przybić tym, którzy do tego procederu się nie dołączyli, stempel pisowców.(...) To tych, którzy nie przyłączyli się do stadnej nagonki — procederu, który dyskwalifikuje dziennikarzy — dyskwalifikować się usiłuje. Właśnie to dotknęło obecnie niezależnego dziennikarza, Karnowskiego.” PO nikogo nie udało się zdelegitymizować, PiS zdelegitymizował się skutecznie sam swoimi rządami, a SLD współpracą z PiS-em, Platforma nie musiała nic w tej sprawie czynić, tym bardziej media jej przychylne. Najwięcej być może zrobiła Małgorzata Łaszcz z TVN 24, dlatego że w ogóle wpuszcza do studia dziennikarza takiego jak Michał Karnowski. On już PiS zdelegitymizuje skutecznie sam (przy okazji obniżając oglądalność jej programu). W odróżnieniu od Wildsteina i Piotra Zaremby nie dziwię się protestującym dziennikarzom radiowej „Trójki”...każdy komu jakoś zależy na losie tej stacji powinien trzymać od niej z daleka ludzi takich jak Michał Karnowski mając choćby na uwadze koniec starego „Dziennika” i rolę jaką Karnowski w nim odgrywał. Problem zarówno Karnowskiego jak i samego Bronisława Wildsteina moim zdaniem polega na tym, że stempel pisowców przybili sobie na czołach sami, służąc i warując na potrzeby prezesa i z bezgranicznym oddaniem merdając do niego ogonkiem w latach 2005-07 i później. Dziś nie da się już tego zmyć i może właśnie stąd ta nerwowość publicystów „Rzepy”? A medialna sfora, o której pisze Wildstein ...cóż trzeba było nie warczeć. Psycholodzy zwierzęcy nazywają to zjawisko syndromem wielkiego psa, to sytuacja w której np. Ratlerkowi wydaje się że jest Dobermanem...kończy się to niekiedy dla takiego psiego delikwenta tragicznie...zupełnie tak jak dla niektórych publicystów.
Wczoraj (18.02.2010) o godzinie 19:38 na stronie internetowej dziennika „Rzeczpospolita” doszło do „smutnego” wydarzenia. Wraz z opublikowaniem tekstu „Rozbratel z Sikorskiego” samobójstwo na oczach internautów popełnił bowiem autor wspomnianego wyżej tekstu, felietonista „Rzepy”, Robert Mazurek.
Na podstawie kontekstu artykułu można domniemywać, że autor rozstał się z czytelnikami pisząc list pożegnalny na terenie jakiegoś sklepu mięsnego. Według wstępnych ustaleń, bezpośrednią przyczyną zgonu było zatrucie mięsem z czasów PRL, którego denat najprawdopodobniej używał jako tzw. dopalacza. Według chcących zachować anonimowość źródeł zbliżonych do spin-doktorów PiS, autor od dłuższego czasu przeżywał kryzys intelektualny i używał wielu środków, które miały wskrzesić jego jakże „cenione i wybitne talenty retoryczne i publicystyczne”. Z kolei inne, również anonimowe, źródła zbliżone do konserwatywnych przedstawicieli korporacji dziennikarskiej sugerują, że przyczyną samobójstwa Roberta Mazurka mogła być zazdrość spowodowana wieloletnim nieodwzajemnionym uczuciem do pewnej publicystki „Washington Post” laureatki nagrody Pullitzera. List pożegnalny Mazurka zamieszczony na stronie „Rzepy” sugeruje jednak jeszcze inną możliwą przyczynę tej dramatycznej decyzji przed jaką musiał stanąć ten znany felietonista. Nie można wykluczyć bowiem, że na Mazurka ktoś miał haka. Prawdopodobnie żądano od niego, aby pisał lepiej i argumentował logicznie, nic więc dziwnego że Mazurek zwyczajnie mógł nie wytrzymać aż takiego napięcia. Wersji tej jednak zaprzeczają anonimowe źródła zbliżone do pracodawcy Mazurka, według których: „Nigdy nikt nie stawiał Roberta pod żadną presją u nas w redakcji. Zawsze mógł robić, (chlip, chlip-źródło się popłakało, przepraszam)...co chciał, prosiliśmy nawet dość często: Robert weź nie pisz, nie rób wiochy, bo zbankrutujemy. Nie musisz nic pisać Robuś, tu przecież sami swoi i na pewno nikt Ciebie nie zwolni. Niestety nie posłuchał (chlip, chlip)”. Dziwną okolicznością w całej sprawie jest zachowanie serwisów internetowych z wideoklipami. Usiłując dodać do tej tragicznej informacji stosowny fragment muzyczny z „Marszem Żałobnym” Fryderyka Chopina, posłuszeństwa odmówiły wszystkie tego typu strony internetowe. Zamiast wideoklipu, za każdym razem ukazywał się obraz kontrolny jak w peerelowskiej telewizji z komunikatem dźwiękowym w języku francuskim z dziwnie polskim akcentem: „No! Sacre bleue!”
Brzmi to dla uszu kogoś, kto przyłączył się do akcji podobnie jak około 7 tysięcy innych internautów dość bezczelnie. Oto, bowiem partia której zwolennicy od kilku lat uprawiają w sieci obelżywą kampanię szkodzącą wszystkim polskim internautom, ma czelność, oskarżać innych o coś co sama uprawia. Nikt bowiem nie jest w stanie mnie przekonać do tezy, że wulgarne niekiedy łamiące prawo, najczęściej obelżywe komentarze pod adresem wszystkich którzy ośmielą się napisać choćby jedno krytyczne słowo pod adresem partii Kaczyńskich nie ma z tym procederem nic wspólnego. Pytanie jak działają służby odpowiedzialne za namierzanie bezprawnych działań w sieci pozostawiam już do odpowiedzi odpowiednim służbom i kierującym tymi służbami ludziom PO. Każdy kto choć raz miał do czynienia w sieci ze zwolennikami PiS doskonale przecież „wie” kim według nich jest jego matka, jakiej jest narodowości, orientacji seksualnej, na czyich czołgach przyjechał do czystej ojczyzny pisowców, którą oczywiście swoją obecnością „plugawi” itd. Nam miejscu posłów PO w ogóle nie odpowiadał bym na pytanie posłów PiS, lecz skierował bym do odpowiedniego ministra własną interpelacj, z zapytaniem czy te służby wiedzą czy i kto organizuje tego typu kampanie wulgarności w sieci, czy monitorują niektóre serwisy słynące z tego typu zachowań i komentarzy i czy mają wiedzę na temat ewentualnych inspiratorów stojących za szerzeniem tych wulgaryzmów i obelg w sieci. Jeśli takiej wiedzy nie mają, to może najwyższy czas spróbować ją zdobyć???
Tymczasem nic to, albowiem była i dość przeciętna urzędniczka w pewnym podrzędnym i peryferyjnym warszawskim urzędzie, Grażyna Gęsicka, twierdzi że „taka akcja, oznacza że ktoś widzi powód, aby ruszyć na wojnę antypisową”...I tu choć nie jestem członkiem (tym bardziej posłem) PO, nie zaliczam się też do grona wielkich sympatyków tego ugrupowania, odpowiem Pani poseł Gęsickiej niejako w zastępstwie Grzegorza Schetyny i posłów z jego klubu...TAK, droga Pani poseł, ja widzę powód żeby ruszyć na wojnę antypisową i ponad 7 tysięcy internautów również takie powody (na szczęście) też dostrzega. Nie chcę zwyczajnie, aby Polską rządzili ludzie którzy w swoim programie zakładają ograniczenie swobód obywatelskich, którzy są w stanie do tego wykorzystywać służby specjalne i tworzyć kolejne coraz to dziwniejsze narzędzia apratu represji wobec obywatela. Nie chcę też, żeby Polska miała premiera który twierdzi że część jego współobywateli stała tam gdzie oprawcy z ZOMO tylko dlatego, że nie zgadzają się z jego wizją Polski. Nie podoba mi się kraj rządzony przez sektę toruńską i z jej aparatem represji tzw. Rodziną Radia Maryją, w którym ministrowie chodzą na klęczkach zdawać relacje ze swoich prac jakiemuś zakonnikowi o niewyjaśnionej przeszłości. Nie chcę mieszkać w Polsce, która za swój główny cel w polityce zagranicznej uważa rozdrapywanie starych ran i wzbudzanie fobii antyniemieckiej i antyrosyjskiej. Nie chcę też, droga Pani Grażyno Gęsicka, mieszkać w kraju, gdzie wielkim historykiem zostaje się pisząc dyrdymały o siusianiu jakiegoś dziecka do kropielnicy, które później jednak wyrosło na kogoś dużego, kogo szanuje cały świat oprócz Ciebie, Grażyno Gęsicka (jeśli pomyliłem Pani nazwisko to przepraszam).
Próba pytania polityków PO o akcję jaką zamierzają podjąć posłowie PiS, nie może być przez kogoś poruszającego się w miarę sprawnie w odmętach polskiej sieci potraktowana inaczej niż tylko jako kolejna PR-owska zagrywka spin-doktorów PiS, który poprzez odwrócenie kota ogonem chcą zwyczajnie zamknąć usta swoim przeciwnikom chociaż sami nie sprawiają wrażenia ludzi uczciwych w tej kwestii. Wśród ludzi, którzy do tej pory przyłączyli się i uczestniczą w kampanii „Zrobimy wszystko, aby PiS nie wrócił już do władzy” są bowiem zwolennicy praktycznie wszystkich ugrupowań politycznych z wyjątkiem samego PiS, a zdecydowaną większość stanowią ludzie, którzy nie wyrażają żadnych swoich sympatii wobec któregokolwiek z polskich stronnictw politycznych (w tej większości znajduje się również piszący te słowa). Mogę jedynie wyrazić głęboką nadzieję, że posłowie PO i przewodniczący ich klubu poselskiego nie ugnie się pod naporem kłamstw powtarzanych sto razy oraz bezczelności i tupetu ludzi takich jak Grażyna Gęsicka, podczas nadchodzącego posiedzenia Sejmu.

Jak grom z jasnego nieba spłynęła na nas dziś informacja, że Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich. Premier zaskoczył dzisiejszym oświadczeniem podczas konferencji prasowej na warszawskiej giełdzie większość komentatorów i analityków sceny politycznej (nie oszukujmy się). Tuż po ogłoszeniu tej decyzji, kuluary sejmowe, media oraz internauci utonęli w kipieli przezabawnych niekiedy spekulacji. Nikt jednak nie może być na 100% pewien tego cóż ta decyzja w rzeczywistości może oznaczać. Komentatorzy krążą ze swoimi hipotezami od ściany pt. „Tusk oddał wybory walkowerem” do „to mądra i bardzo korzystna decyzja dla Polski i PO”. Jak zwykle prawda zapewne leży gdzieś pośrodku. Czas pokaże. W związku z tą decyzją rodzi się jednak wiele pytań z naczelnym z nich, lecącym teraz niczym lawinowa śnieżna kula przez głowy analityków pytaniem: „kto będzie kandydatem PO w wyborach prezydenckich?”
Pojawiają się tu nazwiska popularnych polityków PO, Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego. Za ich kandydowaniem jednak nie przemawiają właściwie żadne mocne argumenty. Przy wystawieniu w wyborach konserwatywnego i dość miałkiego medialnie, historyka Bronisława Komorowskiego kampania wyborcza na pewno będzie cichsza (część z Was z pewnością pomyśli, że to dobrze), przeciw jego osobie niezwykle trudno jest wyciągnąć jakieś argumenty ad personam w stylu bullterierowego „dziadka w Wehrmachcie”. Z drugiej strony taka cicha kampania, w wielu aspektach zbliżonego poglądami do obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego, marszałka Komorowskiego wydaję się najkorzystniejszą z punktu widzenia PiS. Komorowski to obyczajowy konserwatysta, o życiorysie i poglądach zbliżonych do PiS-u w wielu kwestiach. Z tą kandydaturą będzie trudniej o mobilizację młodego antypisowskiego elektoratu z wielkich miast. Sprawna maszynka propagandowa kierowana przez pisowskich spin-doktorów może to wykorzystać, szczególnie przed ewentualną drugą turą wyborów. Jednego możemy być w tym przypadku praktycznie pewni. Kampania przebiegała by pod znakiem rocznic, odwiedzin na grobach poległych i prześciganiu się w licytacji na historyczne wspominki, martyrologiczne, ckliwe pochlipywanie i zatroskane twarze. Moim zdaniem, patrząc z punktu widzenia PO, ryzyko porażki z Lechem Kaczyńskim jest w przy tym wariancie zbyt duże.
Z kolei ewentualna kandydatura obecnego szefa MSZ, Radosława Sikorskiego, również wydaje się być ryzykowna. Jednego możemy być tu pewni , gdyby kandydatem PO został Sikorski to mamy na 100% „wojnę na noże”. Cała kampania będzie przebiegać wówczas pod znakiem ostrych pyskówek, brudnych ataków ma przeszłość i życie rodzinne Sikorskiego. Pisowscy spece nie omieszkają poinformować nas, kim są krewni i znajomi pani Applebaum (zapewne do 10 pokolenia wstecz),przypomnijcie sobie tylko, moi drodzy, czy też ostatnio żona naszego szefa dyplomacji nie miała jakiś dziwnych kłopotów z samochodem? A to może być tylko przedsmak tego czego można oczekiwać w kampanii. Z drugiej strony, z punktu widzenia sztabowców PO, gra może być warta świeczki. Przy tej kandydaturze można bowiem liczyć na większą mobilizację elektoratu antypisowskiego, który generalnie min. Sikorskiego ceni choćby tylko za prawdziwą i szczerą postawę wobec pewnej watahy. Przyznam się, że na miejscu sztabowców PO kusiłoby mnie zagrać va banque i wystawić w wyborach Radka Sikorskiego właśnie w celu dobicia i pogrążenia głównego politycznego przeciwnika. Przy tym scenariuszu jednego możemy być pewni...jak mawia Jurek Owsiak...:”oj, będzie się działo!”
Istnieją też inne możliwości. Załóżmy na chwilę, że Plaforma nie wystawi własnego kandydata w wyborach prezydenckich, a jedynie udzieli poparcia jakiemuś kandydatowi nie związanemu bezpośrednio z PO. Tu pierwsze co przychodzi do głowy to słynna wypowiedź Włodzimierza Cimoszewicza dotycząca jego ewentualnego startu. Przypomnijmy, iż W. Cimoszewicz oświadczył ,że wystartuje w wyborach tylko jeśli groźba reelekcji obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego będzie realna. Po wycofaniu się z wyścigu prezydenckiego Donalda Tuska, ten warunek jest praktycznie spełniony. Mógłby być to również korzystny z punktu widzenia sztabowców PO deal. Czemu? Taka sytuacja umożliwiła by bowiem w miarę spokojne rządzenie obecnemu gabinetowi i to aż do następnych wyborów parlamentarnych i przeniosła ciężar walki z PiS na barki Cimoszewicza i jego sztabu wyborczego, pomogło by to też uniknąć bezustannych pisowskich ataków płynących z komisji śledczych i przychylnych PiS mediów.
Najmniej prawdopodobne (acz możliwe jak i wszystko) byłoby ewentualne poparcie udzielone przez PO kandydaturze Andrzeja Olechowskiego. Jest to moim zdaniem wątpliwe z wielu powodów, z których najważniejsze wydają się być zadawnione urazy personalne pomiędzy współtworzącym niegdyś PO, Olechowskim, a tzw. „dworem Tuska”. Również niewyjaśniona wciąż kwestia związku kandydatury Olechowskiego z Pawłem Piskorskim i Stronnictwem Demokratycznym wydaje się uniemożliwiać poważniejsze traktowanie tego scenariusza.
Jedno jest pewne, czeka nas jeszcze wiele niespodzianek i zwrotów sytuacji. Niejaki Kurski Jacek podejrzewa nawet, iż Donald Tusk stworzył coś w rodzaju zasłony dymnej, aby w decydującym momencie zmienić decyzję i zgłosić się jednak do wyborów. Jest to moim zdaniem mało prawdopodobne, Donald Tusk narażałby się bowiem takim zachowaniem zbyt bardzo na śmieszność. W obecnej sytuacji nie można jednak wykluczyć absolutnie żadnego z powyższych scenariuszy.
niedziela, 14 marca 2010
Licznik odwiedzin: 22859

Wciąż młody, ale coraz starszy...jak mawia niejaki Cezary Michalski "jestem" niewolnikiem, który za dnia łasi się do establishmentu, aby potem w sieci wylewać swoje frustracje, wg. niego to niewolnictwo;)
Nietypowo o polityce, na pewno nie pokolenie J.P II.Zwolennik wolności słowa, aż bólu. Uważam też, że publicystyka to zbyt poważna sprawa, aby zostawić ją publicystom;)

http://benfranklin.bloog.pl/
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||